Multilingual Folk Tale Database


Le Chat, la Belette, et le petit Lapin (Jean de La Fontaine)

De kat, de wezel en het jong konijn Kot, królik i łasica
unknown author Władysław Noskowski
Dutch Polish

Op een morgen maakte een fluwijn
- het kon ook een wezel geweest zijn
of misschien een hermelijn -
zich meester van het hol van een jong konijn.
Het was gewis een listig wezen.
De bewoner was er niet, het kon niet beter wezen,
die was al bij d'eerste zonneschijn
aan 't begrazen de bedauwde thijm.
Toen hij gegeten had en getoond zijn capriolen
keerde Jantje Konijn terug naar zijn holen.
Voor 't raam toonde zich het fluwijn.
- Oh, huisgoden, wie daar nu verschijnt,
zegt 't dier dat uit zijn woning is verdreven.
O lala, mevrouwtje fluwijn of wezel,
maak dat je wegkomt en met stille trom
of 'k waarschuw al de katten in het rond.
De dame met de spitse neus antwoordde
dat de grond de bezetter toebehoorde.
Een verblijf dat kwaadschiks werd betreden
was voor een oorlog een goede reden.
En als het nu om een koninkrijk ging
dan wou ik wel eens weten onder welk beding
Jan of Piet of Wim erover beschikt
eerder dan Paul, eerder dan ik?
Jan Konijn haalde de ‘costuymen’ aan:
- Het zijn, zegt hij, die wetten die voortaan
mij de meester maken en die het van vader op zoon
hebben overgedragen van Piet op Kees en verder op Toon.
D'eerste bezetter bezit. Is er een wijzer recht?
Maar goed, laat ons staken dit gevecht
en onze zaak met bekwame spoed
voorleggen aan Minnekepoes.
Die kater leefde als een eremijt
en was poeslief gebleven een hele tijd.
Een heilige was die kat, zacht van pels, dik en vet
en een expert in de costuymen en de wet.
Jan Konijn heeft hem als rechter aanvaard
en zie daar zijn de twee partijen geschaard
voor de dikbevachte Tybaert.
De muizenvanger sprak: - Kom wat dichterbij, kom,
ik ben wat doof, 't is van de ouderdom.
Ze kwamen allebei dichterbij.
Van zodra ze waren in pootbereik,
wierp Minnekepoes, die goede eremijt,
zijn klauwen langs twee kanten tegelijk
en maakte een eind aan hun gebeuzel
en heeft ze meteen opgepeuzeld.
Dit lijkt erg op de twisten waarvoor kleine potentaten
bij hun koning gaan te rade.

Raz królik żwawy i młody
Pobiegł w warzywne ogrody
Skubać kapustę i bujać po rosie,
A tymczasem łasica o spiczastym nosie
Przeniosła do jego chaty
Swoje lary i penaty;
I stu króliczych pokoleń mieszkanie
Prawem kaduka wzięła w posiadanie.
Królik powraca z przechadzki,
Zastaje dom zajęty. «Co to jest? — powiada —
Gwałt publiczny, rozbój, zdrada!
Za ten najazd świętokradzki
Warto, oj, warto jejmości
Połamać kości!
Jak śmiesz, wbrew mocy traktatów,
Wdzierać się w progi moich antenatów?
Precz stąd! Wracaj do swej dziury,
Bo jak w pomoc przyzwę szczury,
Zobaczysz, że będzie krucho!»
«Na co nam wojny! Ja przekładam zgodę —
Rzecze łasica — nakłoń baczne ucho,
A wnet praw moich dowiodę. Wiedz, że przed laty dawnemi
Mój pra-pra-dziad chciał tu, na tej ziemi,
Wygrzebać nory dla swego plemienia.
Zamiar skończył się na chęci,
Lecz następne pokolenia
Przechowały go w pamięci.
I choć kiedyś króliki wspomogły łasice,
Gdy szczury naszą obiegły stolicę,
Nic to nie znaczy — wola przodków święta,
Stwierdzona przez testamenta,
Kazała nam stosownej upatrywać pory
I zagarnąć wasze nory.
Twe włości są po prostu rewindykowane,
Dałeś je sobie zabrać, wzięłam i zostanę.»
«Ot, pleciesz! — odparł królik — przecież w tej dolinie
Z początku były tylko bagna i pustynie,
Króliki tu osiadły bez walk i potyczek.
Od niepamiętnych czasów każdy z nas posiada
Norę dziedziczną z ojca, dziada i pradziada:
Moją dzierżył król, królik, wreszcie ja, króliczek.
Kto pierwszy ziemię posiadł, do tego należy;
A o rabusiach stoi w kryminalnym prawie...»
«Waszmość chce adwokatów? Waszmość mi nie wierzy? —
Przerwie łaska — i owszem, niech w tak ważnej sprawie
Rozstrzyga światły sąd Pazurowicza.»
Był to kot stary, potulny z oblicza,
Układny w mowie, w postępkach ostrożny,
Opasły, cichy, nabożny,
A jurysta jakich mało.
Królik z łasicą wyruszają zatem
I przed sędziego stają, majestatem.
«Przystąpcie, dziatki, bliżej, mówcie śmiało —
Rzekł Pazurowicz dobrodziej
I oczęta zmrużył skromnie —
Słucham, o cóż to wam chodzi?
Lecz widzicie, jam stary, mam słuch przytępiony,
Więc proszę bliżej, tu, do mnie.»
Na wezwanie tak łaskawe
Podchodzą zwaśnione strony
I zaczynają rozprawę.
Tego kot czekał. Chytrze mrugnął okiem
I nagle, jednym podskokiem
Capnął obu pieniaczy i mrucząc pacierze,
Dla świętej zgody, zjadł ich na wieczerzę.

Łatwo pozna, kto treści w tej bajeczce szuka,
Że pierwszym prawem świata jest prawo kaduka:
Kto mocniejszy, ten lepszy.
Gdy z sąsiadem w sporze
Silniejszego od siebie chcesz wziąć pośrednika,
Pomnij, że łatwo dosięgnąć was może
Los łasicy i królika.



Change: Change: