Multilingual Folk Tale Database


Le Chat, la Belette, et le petit Lapin (Jean de La Fontaine)

The Fortune-tellers Kot, królik i łasica
Frederick Colin Tilney Władysław Noskowski
English Polish

Reputations may be made by the merest chances, and yet
reputations control the fashions. That is a little prologue that would
fit the case of all sorts of people. Everywhere around one sees
prejudices, scheming, and obtuseness; but little or no justice. Nothing
can be done to stem this torrent of evil. It must run its course. It
always has been and always will be.

A woman in Paris once made it her profession to tell fortunes. She
became very popular and had great success. Did anybody lose a bit of
finery; had any one a sweetheart; had any wife a husband she was tired
of; any husband a jealous wife, to the prophetess such would run simply
to be told the thing that it was comforting to hear.

The stock-in-trade of this fortune-teller consisted merely of a
convincing manner, a few words of scientific jargon, a great deal of
impudence, and much good luck. All these things together so impressed
the people that as often as not they would cry, "Miraculous!" In short,
although the woman's ignorance was quite twenty-three carat she passed
for a veritable oracle.

Notwithstanding the fact that this oracle only lived in a garret, she
found so many ready to pay her well for her shams that she soon grew
rich enough to improve the position of her husband, to rent an office,
and buy a house.

The garret being left empty was shortly tenanted by another woman to
whom all the town—women, girls, valets, fine gentlemen—everybody in
fact swarmed, as before, to consult their destiny. The former tenant had
built up such a reputation that the garret was still a sibyl's den, in
spite of the fact that quite a different creature dwelt in it. "I tell
fortunes? Surely you're joking! Why, gentlemen, I cannot read, and as
for writing, I never learnt more than to make my mark." But these
disclaimers were useless. People insisted on having their fortunes told,
and she had to do it. In consequence, she put by plenty of money, being
able to earn, in spite of herself, quite as much as two lawyers could.
The poverty of her home was a help rather than a hindrance. Four broken
chairs and a broom-handle savoured of a witch's frolic.

If this woman had told the truth in a room well-furnished she would have
been scorned. The fashion for a garret had set in, and garret it must
be.

In her new chambers the first fortune-teller waited in vain; for it was
the outward sign alone that brought customers, and the sign was poverty.

I have seen in a palace a robe worn awry win much distinction and
success, such crowds of followers and adherents did it draw. You may
well ask me why!

The garret was still a sybil's den.

Raz królik żwawy i młody
Pobiegł w warzywne ogrody
Skubać kapustę i bujać po rosie,
A tymczasem łasica o spiczastym nosie
Przeniosła do jego chaty
Swoje lary i penaty;
I stu króliczych pokoleń mieszkanie
Prawem kaduka wzięła w posiadanie.
Królik powraca z przechadzki,
Zastaje dom zajęty. «Co to jest? — powiada —
Gwałt publiczny, rozbój, zdrada!
Za ten najazd świętokradzki
Warto, oj, warto jejmości
Połamać kości!
Jak śmiesz, wbrew mocy traktatów,
Wdzierać się w progi moich antenatów?
Precz stąd! Wracaj do swej dziury,
Bo jak w pomoc przyzwę szczury,
Zobaczysz, że będzie krucho!»
«Na co nam wojny! Ja przekładam zgodę —
Rzecze łasica — nakłoń baczne ucho,
A wnet praw moich dowiodę. Wiedz, że przed laty dawnemi
Mój pra-pra-dziad chciał tu, na tej ziemi,
Wygrzebać nory dla swego plemienia.
Zamiar skończył się na chęci,
Lecz następne pokolenia
Przechowały go w pamięci.
I choć kiedyś króliki wspomogły łasice,
Gdy szczury naszą obiegły stolicę,
Nic to nie znaczy — wola przodków święta,
Stwierdzona przez testamenta,
Kazała nam stosownej upatrywać pory
I zagarnąć wasze nory.
Twe włości są po prostu rewindykowane,
Dałeś je sobie zabrać, wzięłam i zostanę.»
«Ot, pleciesz! — odparł królik — przecież w tej dolinie
Z początku były tylko bagna i pustynie,
Króliki tu osiadły bez walk i potyczek.
Od niepamiętnych czasów każdy z nas posiada
Norę dziedziczną z ojca, dziada i pradziada:
Moją dzierżył król, królik, wreszcie ja, króliczek.
Kto pierwszy ziemię posiadł, do tego należy;
A o rabusiach stoi w kryminalnym prawie...»
«Waszmość chce adwokatów? Waszmość mi nie wierzy? —
Przerwie łaska — i owszem, niech w tak ważnej sprawie
Rozstrzyga światły sąd Pazurowicza.»
Był to kot stary, potulny z oblicza,
Układny w mowie, w postępkach ostrożny,
Opasły, cichy, nabożny,
A jurysta jakich mało.
Królik z łasicą wyruszają zatem
I przed sędziego stają, majestatem.
«Przystąpcie, dziatki, bliżej, mówcie śmiało —
Rzekł Pazurowicz dobrodziej
I oczęta zmrużył skromnie —
Słucham, o cóż to wam chodzi?
Lecz widzicie, jam stary, mam słuch przytępiony,
Więc proszę bliżej, tu, do mnie.»
Na wezwanie tak łaskawe
Podchodzą zwaśnione strony
I zaczynają rozprawę.
Tego kot czekał. Chytrze mrugnął okiem
I nagle, jednym podskokiem
Capnął obu pieniaczy i mrucząc pacierze,
Dla świętej zgody, zjadł ich na wieczerzę.

Łatwo pozna, kto treści w tej bajeczce szuka,
Że pierwszym prawem świata jest prawo kaduka:
Kto mocniejszy, ten lepszy.
Gdy z sąsiadem w sporze
Silniejszego od siebie chcesz wziąć pośrednika,
Pomnij, że łatwo dosięgnąć was może
Los łasicy i królika.



Change: Change: