Multilingual Folk Tale Database


Information

Author: Jacob & Wilhelm Grimm - 1812

Translated into Polish

Original title (German):
Katze und Maus in Gesellschaft

Country of origin: Germany

Story type: Stealing the Partner's Butter (ATU 15)

Translations

- viewaligned

Danish - viewaligned

Dutch - viewaligned

English - viewaligned

French - viewaligned

Italian - viewaligned

Polish - aligned

Portuguese - viewaligned

Russian - viewaligned

Spanish - viewaligned

Vietnamese - viewaligned


Add a translation

Spółka kota z myszą

Jacob & Wilhelm Grimm

Kot zapoznał się z myszą i tyle jej naopowiadał o przyjaźni, jaką żywi dla niej, że mysz zgodziła się wreszcie zamieszkać z nim w jednym domu i prowadzić wspólnie gospodarstwo.

- Na zimę jednak musimy zrobić zapasy - rzekł kot, abyśmy nie cierpieli głodu! Zwłaszcza ty, myszko. mogłabyś poszukując jedzenia wpaść w pułapkę!

Rada była słuszna i mysz z kotem kupili wspólnie garnek smalcu. Nie wiedzieli jednak, gdzie go postawić, wreszcie po długim namyśle kot rzekł:

- Sądzę, że najlepiej schować garnek w kościele. Tam nikt się z pewnością nie waży niczego tknąć. Postawimy go pod ołtarzem i nie ruszymy wpierw, aż nadejdzie zima.

Tak też uczynili, ale po krótkim już czasie przyszła kotu ślinka na smalec, rzecze więc do myszki:

- Muszę ci powiedzieć, myszko, że kuzynka moja prosiła mię w kumy; powiła ona synka, białego w brązowe łatki, a ja mam go trzymać do chrztu. Pozwól więc, że wyjdę dzisiaj, a ty zajmij się domem.

- Dobrze, dobrze - rzekła myszka - idź w imię Boże, a jeśli dostaniesz coś dobrego do jedzenia, to pomyśl o mnie. Chętnie wypiłabym też kropelkę czerwonego wina.

Oczywiście wszystko to było zmyślone, kot nie miał wcale kuzynki i wcale nie był proszony w kumy. Poszedł wprost do kościoła, zakradł się do garnka ze smalcem i począł go lizać, aż zlizał cały tłuszczyk z wierzchu. Potem udał się na spacer po dachach, obejrzał sobie okolicę, wreszcie wyciągnął się na słońcu, oblizując się na myśl o smalczyku. Dopiero późnym wieczorem powrócił do domu.

- Jesteś wreszcie - rzekła mysz - wesoło pewnie spędziłeś dzień.

- Owszem - odparł kot.

- A jakież imię dano dziecku? - zapytała mysz.

- Powierzchu - odparł kot.

- Powierzchu? - zawołała mysz - to bardzo dziwne imię! Czy powtarza się ono w twojej rodzinie?

- Wcale nie gorsze - odparł kot - niż złodziejskie imiona twoich chrześniaków!

Wkrótce potem kota wzięła znów chętka, aby zakosztować smalcu. Rzekł więc do myszy:

- Wybacz, że i dziś cię opuszczę. Proszono mnie raz jeszcze w kumy, a że dziecię ma białą obwódkę wokół szyi, nie mogę odmówić.

Dobra mysz zgodziła sie i tym razem, a kot zakradł się do kościoła i wyjadł garnek do połowy.

- Nigdy smalec nie jest lepszy - pomyślał - niż kiedy się go je samemu.

Gdy powrócił do domu, mysz zapytała:

- A temu dziecku jakie dano imię?

- Dopołowy - odparł kot

- Dopołowy? co też ty mówisz! Póki żyję nie słyszałem takiego imienia! - zawołała mysz. - Założę się, że nie ma go w kalendarzu.

Ale kot wkrótce począł znowu marzyć o smalczyku.

- Do trzech razy sztuka - rzekł do myszy - znowu proszony jestem w kumy, a że dziecko jest calutkie czarne i tylko łapki ma białe, co trafia się niezwykle rzadko, jakżebym mógł odmówić?

- Powierzchu, Dopołowy, te dziwne imiona nie dają mi spokoju! - odparła mysz.

- To dlatego, że po całych dniach siedzisz w domu i w tej swojej burej kapocie i z tym długim warkoczem, lęgną ci się w głowie takie cudactwa - rzekł kot - powinnaś od czasu do czasu wychodzić na spacer.

Kiedy kot wyszedł, myszka zakrzątnęła sie po mieszkaniu i doprowadziła wszystko do porządku. Łakomy kot zaś rzekł do siebie:

- Trudno mieć spokój, póki jeszcze coś jest w garnku! - i zjadł wszystko aż do dna.

Dopiero późno w nocy, tłusty i najedzony, powrócił do domu. Mysz zapytała go zaraz, jakie imię otrzymało trzecie dziecię.

- Na pewno nie będzie ci się ono podobało, a brzmi ono Dodna - odparł kot.

- Dodna! - zawołała mysz - tego imienia jeszcze w żadnej książce nie czytałam. Dodna! Co to może znaczyć?

Pokiwała głową, zwinęła się w kłębuszek i usnęła.

Od tego czasu nikt już nie prosił kota w kumy, ale gdy zima nadeszła i głód począł im dokuczać, mysz przypomniała sobie o poczynionych zapasach.

- Chodź, kocie, weźmiemy nasz garnek ze smalcem. Będzie nam teraz smakować.

- Oczywiście - rzekł kot - zwłaszcza tobie będzie on smakować, zupełnie jakbyś wysunęła za okno swój ostry języczek.

Udali się więc w drogę, ale gdy przybyli do kościoła, przekonali się, że garnek wprawdzie stoi na swoim miejscu, ale jest pusty.

- Ach - zawołała mysz - teraz rozumiem wszystko! Ładny z ciebie przyjaciel! Zjadłeś wszystko, kiedyś chodził w kumy: najpierw po wierzchu, potem do połowy, potem…

- Milcz! - zawołał kot - jeszcze jedno słowo, a zjem i ciebie!

- Do dna - miała już biedna mysz na końcu języka, ale zanim to wymówiła, kot chwycił ją w pazury i pożarł.

Widzisz, tak to na świecie bywa.